Polscy farmaceuci, którzy pracują w szwedzkich aptekach, nie mają wątpliwości – to drugi biegun. I nie mają tutaj na myśli wyłącznie zarobków, poziomu życia czy mentalności mieszkańców tego kraju. Odnosi się to również do samych aptek i pracy farmaceutów.

 Dlaczego Szwecja?

Choć od lat zdecydowanie najpopularniejszymi kierunkami emigracji zawodowej polskich farmaceutów są takie kraje, jak Anglia, Irlandia czy Niemcy, to coraz częściej na tej liście pojawia się także Szwecja. Trudno się dziwić. Choć kraj ten położony jest po drugiej stronie Bałtyku, to samolotem można dostać się do niego w niecałą godzinę. Z kolei farmacja.hr szukając farmaceutów do pracy w Szwecji, zapewnia wszelką pomoc w rekrutacji i nauce języka szwedzkiego.

Od zawsze miałem marzenie, żeby pracować zawodowo za granicą. Wśród szerokiego kręgu krajów mnie interesujących była również Szwecja – mówi Damian Leszczyński, który mieszka i pracuje w tym kraju już ponad pół roku. – W pewnym sensie można powiedzieć, że poszedłem na łatwiznę, bo z moich obserwacji wynika, że oferty pracy z tego kraju w największym stopniu ułatwiają przeprowadzkę. Bardzo często oferuje się naukę języka, dodatkowe pieniądze na akomodację i podróż. Tak było również w moim przypadku.

Damian był jednym z farmaceutów, którzy wzięli udział w rekrutacji prowadzonej przez agencję Farmacja.hr. Jednym z elementów przygotowań do wyjazdu był intensywny kurs językowy. W pierwszym etapie należało wziąć udział w szkoleniu online przez Skype’a, organizowanym przez firmę współpracującą z Farmacja. hr. W jego trakcie klarują się dalsze losy kandydatów i konkretyzuje się oferta pracy. Po podpisaniu kontraktu, załatwiane są też wymagane dokumenty, w czym merytorycznie cały czas pomaga agencja Farmacja.hr.

Wyjazd szkoleniowy za granicę.

To była przygoda sama w sobie. Można powiedzieć, że to był taki mój mały Erasmus, gdyż miałem okazję poznać farmaceutów z całej Europy, którzy, tak jak ja, zdecydowali się na pracę w Szwecji. Cały czas utrzymujemy ze sobą kontakt i myślę, że to również było dużym, choć może trochę nieoczekiwanym, plusem podpisania kontraktu – wspomina Damian.

Podobnego zdania jest też Aleksandra, która o podjęciu pracy w tym kraju zdecydowała kilka miesięcy temu.

Kurs wyjazdowy to, pomimo intensywności, trochę jak wakacje. Jest mnóstwo pozytywnych aspektów tego, że znaleźliśmy się w Belgradzie. Po pierwsze: w szkole poznajemy osoby z różnych części Europy, inne punkty widzenia inne światy. Poza szkołą poznajemy nowe miasto i nową kulturę. Mnie osobiście zachwycają Serbowie, są bardzo podobni do nas Polaków, ale mają więcej słońca, więc częściej się uśmiechają – przekonuje farmaceutka. – Belgrad sam w sobie ma do zaoferowania bardzo dużo atrakcji, a Serbia jako kraj – piękną przyrodę i jeszcze więcej atrakcji. Myślę, że najlepszym aspektem tego wyjazdu jest złapanie oddechu po pracy w Polsce i naładowanie akumulatora przed wyzwaniami, które czekają na nas w Szwecji.

Aleksandra początkowo była przekonana, że opanowanie języka na poziomie C1 (wcześniej było to A1) w ciągu 3 miesięcy, podczas których trwa kurs za granicą, jest niemożliwe.

Pisząc to pod koniec kursu, wiem, że byłam w błędzie – przyznaje farmaceutka. – To naprawdę nie jest takie trudne jak się wydaje. Szwedzki przeraża, ponieważ brzmi dziwnie. Początki są prawdziwym szokiem w wymowie, dowiadujemy się o dziwnych samogłoskach, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia, ale gramatyka jest prosta. Każdy, kto opanował 15 czasów po angielsku, będzie pozytywnie zaskoczony jak prosty jest język szwedzki – przekonuje Aleksandra.

Kurs językowy jest intensywny i wymaga systematyczności oraz uporu. Momentami pojawiają się zmęczenie oraz demotywacja, ale i one z czasem ustępują. Zdaniem Aleksandry kluczem do sukcesu jest systematyczna praca.

Na szczęście formuła kursu jest tak zaprojektowana, że to się po prostu dzieje samo. Na etapie poziomu B2 dużą pomocą są szwedzkie radio w Internecie i szwedzki Youtube – podpowiada farmaceutka.

Jej przygoda z pracą w szwedzkiej aptece rozpoczęła się od… bułek cynamonowych i kryminałów.

Wśród moich przyjaciół i rodziny powszechnie wiadomo, że jestem uzależniona od szwedzkich kryminałów. Czytam je hurtowo od momentu, kiedy wpadła mi w ręce pierwsza książka Stiega Larssona, a potem Camilli Läckberg. Bohaterka tej serii bardzo często jada bułki cynamonowe.

To wzbudziło jej ciekawość do tego stopnia, że bardzo chciała się przekonać na własnej skórze, co to właściwie jest. I to był też powód jej pierwszej podróży do Szwecji, którą odbyła promem z Gdyni do Karlskrony. Po bułki…

Niedorzeczne, prawda? Ale kiedy już tam dotarłam, zobaczyłam „typically swedish domki” i na własnej skórze doświadczyłam, co to znaczy naprawdę wolny człowiek, stwierdziłam, że warto rozważyć przeprowadzkę w przyszłości – opowiada farmaceutka. – W tym roku minęło 13 lat od przeczytania tej pierwszej książki, która zasiała „szwedzkie ziarenko” w mojej świadomości. Wyjazd do Szwecji to najzwyczajniej na świecie finał procesu: marzenie/plan/ realizacja. Polecam każdemu.

Kurs językowy to jeden z kilku etapów przeprowadzki do Szwecji. Dla Damiana znacznie trudniejszym wyzwaniem okazało się znalezienie mieszkania.

To jest problem dotyczący całego kraju, a w szczególności dalekiej północy, gdzie obecnie pracuję – przekonuje farmaceuta. – Na szczęście nikt nie pozostawił mnie z tym samego. Miałem wsparcie ze strony firmy, a także kierowniczki mojej apteki. Poszukiwania rozpocząłem, zanim przyleciałem do Szwecji i ostatecznie, tak jak każdy z zatrudnionych wraz ze mną farmaceutów, udało mi się znaleźć odpowiednie miejsce.

Damian mieszka i pracuje w… Laponii. Jak przyznaje, ta lokalizacja jest jedną z tych rzeczy, które sobie najbardziej ceni w obecnej sytuacji życiowej. Bo w końcu kto nie chciałby mieszkać w ojczyźnie Świętego Mikołaja?

Szczerze mówiąc, musiałem trochę ukrywać mój entuzjazm w trakcie rozmowy o pracę, kiedy dowiedziałem się, że mam szansę mieszkać w Laponii – przyznaje półżartem farmaceuta.

W nowym miejscu został przyjęty bardzo serdecznie. W aptece, gdzie pracuje, połowa zatrudnionego personelu pochodzi z krajów innych niż Szwecja, więc to doskonałe środowisko dla nowo przybyłych, idealnie nadające się do płynnego zaaklimatyzowania.

Szwedzka apteka.

Praca w szwedzkiej aptece różni się od tej w Polsce. Inny asortyment, oczekiwania pacjentów, system pracy czy warunki finansowe. Zaskoczeniem może być chociażby to, że w aptekach sprzedaje się również leki i produkty medyczne przeznaczone wyłącznie dla zwierząt. Różnic jest jednak więcej…

Z tych bardziej interesujących różnic mógłbym wymienić obecność tzw. antykoncepcji awaryjnej czy innych preparatów zarejestrowanych jako leki w strefie samoobsługowej. Poza tym w całej aptece jest tylko jedna „wysepka” z suplementami diety – mówi Damian.

Poza tym w szwedzkich aptekach funkcjonuje system etykiet, które nakleja się na opakowania leków indywidualnie dla każdego pacjenta. Zawierają one między innymi dozowanie zalecone przez lekarza, nazwę leku znajdującego się na recepcie i ewentualnego zamiennika oraz inne przydatne informacje.

Według mnie jednak największą różnicą jest zdecydowana przewaga liczebna recept elektronicznych nad tradycyjnymi. W Polsce każda apteka musi posiadać zajmujące sporą przestrzeń archiwum recept. Natomiast w Szwecji wystarczy niewielki kartonik – wyjaśnia Damian.

To, co jednak łączy pracę farmaceutów w obu krajach, to podstawowe zadanie tego zawodu, a więc pomoc pacjentom. W Szwecji obsługa pojedynczego pacjenta, ze względu na wspomniane etykiety, zajmuje więcej czasu, ale zdaniem Damiana dzięki temu można bardziej swobodnie rozmawiać i udzielać porad. Co ciekawe, w szwedzkiej aptece farmaceuta, w trakcie obsługi pacjenta, na ogół… siedzi.

Myślę, że jest to coś, co doceni każdy farmaceuta – przekonuje Damian i zapewnia, że to tylko fragment ogólnego komfortu pracy w Szwecji, który przejawia się również w rozwiązaniach systemowych, np. w formie półgodzinnego lub godzinnego lunchu (trzeba jednak zaznaczyć, że nie wlicza się on do godzin pracy), 25 dni urlopu (w jego przypadku w Polsce było to 20 dni), bardzo dobrych zarobków nawet jak na szwedzkie standardy. – W kwestiach finansowych nie mogę absolutnie narzekać. Mój poziom życia znacząco wzrósł w porównaniu do polskich warunków. W niedalekiej przyszłości są również perspektywy podwyżek.

Szwecja to nie tylko pod względem aptekarstwa „drugi biegun”, ale również w innych kwestiach. Jeżeli chodzi o rolę i znaczenie farmaceuty, to w Szwecji i Polsce panują aktualnie odwrotne trendy.

W Polsce powoli wprowadzamy opiekę farmaceutyczną, mamy tzw. aptekę dla aptekarza, natomiast w Szwecji od kiedy w 2009 r. apteki przestały być państwowe, zauważa się silne tendencje nastawione bardziej na sprzedaż – wyjaśnia Damian. – Wciąż jednak rozmowa z pacjentem trwa tu znacznie dłużej niż w Polsce. Jestem w stanie przekazać znacznie więcej informacji, zadać więcej pytań i skontrolować brane przez pacjentów leki. Szwedzi są przyzwyczajeni do tej bardziej doradczej niż w Polsce roli farmaceuty.

Z drugiej strony receptura apteczna – w Polsce nadal funkcjonująca i rozwijająca się – w Szwecji jest ograniczona do przygotowywania zawiesiny antybiotykowej. W praktyce sprowadza się zatem wyłącznie do dolania wody oczyszczonej do przygotowanego w szklanej butelce proszku i wstrząsania aż do otrzymania zadowalającej wielkości cząsteczek zawiesiny.

Na wszystkich chętnych farmaceutów czekają kolejne wakaty w szwedzkich aptekach. Myślisz o rewolucji w swoim życiu i wyjeździe? Nie myśl – działaj i skontaktuj się z farmacją.hr.

Bibliografia:

  1. Łukasz Waligórski, MGR.FARM. nr 6/2018